Prawdziwe historie z Bułgarii: Co się stało z Larsem Mittankiem?

Odcinek 5

Co się stało z Larsem Mittankiem?

To jedno z najsłynniejszych zaginięć nie tylko w Bułgarii, ale i na całym świecie. 8 lipca 2014 roku kamery na lotnisku w Warnie zarejestrowały, jak Lars wybiega z niego widocznie wystraszony. To jest ostatni ślad po młodym Niemcu, który przyjechał do Bułgarii na swoje pierwsze zagraniczne wakacje. Do dziś nie ma odpowiedzi na to, co się z nim stało, gdy znalazł się poza zasięgiem kamer. Czy to możliwe, że Lars jeszcze żyje?

Lars pochodził z miejscowości Marne w Niemczech. W 2014 roku skończył 28 lat. Miał dziewczynę, przyjaciół i pracę, którą lubił. 30 czerwca wybrał się nad bułgarskie morze, dokładnie do Złotych Piasków. To były jego pierwsze wakacje za granicą. Jego znajomym zostało jedno miejsce, więc zabrał się z nimi. Jego mamę trochę zdziwił ten wyjazd, bo do tej pory Lars odpoczywał, jeżdżąc na ryby, uprawiając sport czy nurkując. To był natomiast zupełnie inny rodzaj wypoczynku. Razem z pięcioma przyjaciółmi chcieli spędzić ten wyjazd, jak większość młodych osób – na zabawie, kąpieli w morzu, plażowaniu i piciu alkoholu.

Dni mijały według planu, nie działo się nic nadzwyczajnego, jego przyjaciele wspominają jedynie, że Lars jadł bardzo mało. Bardzo często na forach przywiązuje się dużą wagę do tego faktu, trzeba mieć jednak na uwadze, że było 40 stopni, a Lars jadł zupy, sałatki i dużo owoców.

W nocy z 3 na 4 lipca, Lars był w knajpie, w której oglądał ze znajomymi ćwierćfinał Mistrzostw Świata w piłce nożnej, które się wtedy odbywały. Miał koszulkę swojej ulubionej drużyny i być może to było powodem kłótni między nim, a grupą kibiców Bayernu. Wracając do domu, około 4:00 w nocy, rozdzielił się ze swoimi przyjaciółmi, którzy poszli do Mcdonald's. Gdy był sam, został pobity przez grupę Bułgarów lub Rosjan, jak powiedział i – choć nie ma na to żadnych dowodów – sam Lars podejrzewał, że mieli oni coś wspólnego z fanami Bayernu, z którymi wcześniej miał konflikt, dlatego że powiedzieli mu w knajpie, że w Bułgarii bardzo tanio można wynająć kogoś, żeby kogoś pobić. Mężczyźni uderzyli go mocno w lewe ucho, które zaczęło go bardzo boleć.

Następnego dnia rozmawiał ze swoją dziewczyną, która prosiła go, żeby poszedł z tym bolącym uchem do lekarza, ale Lars miał nadzieję, że z czasem będzie coraz lepiej. Niestety ból nie mijał, a nadchodził 7 lipca – dzień wylotu. Lars pomyślał, że lot w takim stanie może być niebezpieczny, udał się więc do lekarza, który zdiagnozował pęknięcie błony bębenkowej, zabronił mu latania samolotem i skierował go do szpitala św. Anny w Warnie. 7 lipca jego przyjaciele wrócili zatem do domu, a Lars został zupełnie sam w Bułgarii.

Wiele osób zwraca uwagę na to, że go zostawili, ja też nie wyobrażam sobie zostawić bliskiej osoby samej w innym kraju. Myślę, że przynajmniej jedna osoba powinna z nim zostać. Przyjaciele twierdzili jednak, że Lars zachowywał się zupełnie normalnie i przekonywał ich, że sam sobie poradzi, nie muszą się martwić i mogą wracać do Niemiec.

Lars udał się do szpitala, gdzie zbadał go laryngolog, który był w stosunku do niego bardzo niemiły. Przepisał mu antybiotyk Cefzil 500. Chłopak pojechał do apteki wykupić lekarstwo i poprosił taksówkarza, żeby go zawiózł do taniego hotelu. W ten sposób znalazł się w hotelu Color, do którego wszedł o 22:10. Jakiś czas później Lars zaczął dzwonić do swojej mamy. Opowiedział o pobiciu, o nieprzyjemnej wizycie u laryngologa, chciał, żeby skontaktowała się z ubezpieczycielem. Przy kolejnej rozmowie powiedział, że z hotelem coś jest nie tak i chce go opuścić, i poprosił ją, żeby zablokowała jego kartę kredytową, bo na recepcji ją skopiowali.

Kolejne rozmowy były coraz dziwniejsze. Mówił znowu, że coś jest nie tak z hotelem i że musi się stamtąd wydostać. Według informacji w bułgarskich mediach, na zapisach z hotelu widać, że Lars chodzi między piętrami, wygląda przez okno, ukrywa się w windzie. Podobno wychodzi z hotelu o 1:00 i wraca tam godzinę później. Między 2:30 a 3:30 ponownie zadzwonił do mamy i powiedział, że wyszedł z hotelu i jest śledzony przez czterech mężczyzn. Potem wysłał do niej sms z pytaniem, co to jest Cefzil 500.

Przed 5:00 nad ranem taksówkarz zobaczył machającego Larsa przy drodze. Wziął go, mimo że w samochodzie siedziała już inna klientka. Zawiózł go na lotnisko. Oboje potem zeznali, że źrenice Larsa były rozszerzone. Lars zadzwonił do mamy, mówiąc, że cieszy się, że jest już na lotnisku. Powiedział jej, że kończą mu się pieniądze i ma mu wysłać gotówkę za pomocą Western Union. Jakiś inny Niemiec, którego spotkał na lotnisku, opowiedział Larsowi o tym sposobie, bo wcześniej go nie znał, wyjaśnił więc matce, jak działa ten system. Według Sandry, świadczy to o tym, że Lars był przy zdrowych zmysłach i nie był zdezorientowany. Gdy powiedziała mu, że ma iść do lekarza sprawdzić, czy może latać, Lars wypowiedział dziwne słowa – "Oni nie pozwolą mi lecieć ani prowadzić".

Około 9:00 Lars wszedł do kabinetu lekarza Kosty Kostowa. W krótkim dokumencie, który widziałam, Kostow wspomina, że Lars wszedł do gabinetu zdenerwowany. Gdy zajrzał tam na chwilę mężczyzna pracujący na lotnisku, Lars wpadł w panikę. Lekarz go uspokoił, nie mając pojęcia, co ją wywołało. Zbadał go, powiedział, że nie powinien latać, ale jeśli chce, może podpisać deklarację, że poleci na własną odpowiedzialność. Lars wyszedł z gabinetu i już nie wrócił, zostawiając wszystkie swoje rzeczy.

Okazuje się jednak, że Kostow zmieniał swoją wersję aż trzy razy. Mówił, że do gabinetu wszedł pracownik linii lotniczych, który szukał Larsa (dziwne, bo lot miał być dopiero o 16.20), potem twierdził, że to był pracownik lotniska, a na końcu mówił, że nie zna osoby, która weszła. Kolejna dziwna sytuacja miała miejsce, gdy do Bułgarii przyjechał niemiecki śledczy, zajmujący się tą sprawą i chciał porozmawiać z owym mężczyzną. Przedstawiono mu go wtedy. Po fakcie jednak prywatni detektywi odkryli, że ten człowiek nie był nawet w tym czasie w Bułgarii. Dlaczego lotnisko przedstawiło śledczemu nie tę osobę?

Wybiegając z lotniska, Lars miał przy sobie paszport, który miał niedługo stracić ważność i portfel bez dowodu osobistego. Przeskoczył wysoki mur i ślad po nim zaginął.

O 11:00 jego matka zadzwoniła do konsulatu w Warnie i o 12:00 otrzymała informację, że jej syn wybiegł z lotniska, pozostawiając bagaż w gabinecie lekarskim. Wcześniej wyszedł do toalety, ale już nie wrócił. Lekarz nie powiedział wtedy przedstawicielce konsulatu, że ktoś wszedł do gabinetu. Matka Larsa nie wierzy zatem w tę wersję. Według niej żaden człowiek nie wchodził do gabinetu.

Elektrownia, w której Lars pracował wynajęła prywatnego detektywa i adwokata. W Bułgarii przebywał też na wakacjach współpracownik Larsa, którego żona była Bułgarką. 10 lipca udał się na lotnisko, ale nikt nie chciał mu udzielić informacji.

Matka Larsa przyjechała do Bułgarii 24 lipca. Kontakt z policją był dość utrudniony. Na lotnisku pokazano jej video, jak Lars wybiega z lotniska. Co ciekawe, nagrania, które są ogólnodostępne i te, które Sandra otrzymała później, są o wiele krótsze i pocięte. Pierwsze nagranie, które Sandra zobaczyła w lipcu było dłuższe i według niej, Lars nie wybiega zdezorientowany, a wygląda, jakby miał jakiś plan i jakby nie chciał być zauważony przez policjantów, którzy byli przed lotniskiem. Dlaczego lotnisko skasowało część nagrań?

Pochodzący z Warny adwokat, z którym współpracowała, powiedział jej w pewnym momencie, że lepiej, żeby przestała szukać syna. Jeśli to prawda, jest to bardzo podejrzane.

Jest kilka hipotez, skąd wzięło się dziwne zachowanie Larsa. Według jednej z nich, miał też wstrząśnienie mózgu, które w rzadkich przypadkach może wywołać paranoję. Być może, wpływ na wszystko miało też połączenie antybiotyku z alkoholem lub samego antybiotyku, który w skrajnych przypadkach może mieć takie skutki uboczne. Faktem jest jednak, że wziął jedynie trzy tabletki. Wiele osób podejrzewa, że Lars przyjął też jakieś narkotyki. Jego mama twierdzi, że to niemożliwe, ale nie byłby on pierwszym i ostatnim młodym człowiekiem, który bierze narkotyki na wakacjach. A jeśli zrobił to po raz pierwszy, to tym bardziej efekty mogą być nieprzewidywane. Jest też możliwe, że kompilacja tych wszystkich czynników wpłynęła na to, że miał epizod psychozy. Nie bez znaczenia jest też to, że był za granicą po raz pierwszy, a jego problemy rozpoczęły się, gdy został sam.

Tutaj zamieszczę pewną dygresję. Kiedy byłam na kursie na pilota wycieczek, jeden z wykładowców opowiadał historię, której nigdy nie zapomnę. Na wycieczce, na której był pilotem, w Watykanie, pewien pan – nazwijmy go Stanisław – powiedział swojej żonie, że idzie zapalić papierosa i za chwilę przyjdzie. Czekali chyba na wyjście papieża, wszędzie były tłumy. Pan Stanisław jednak nie wrócił. Bezskutecznie go szukano, udano się na policję i po kilku godzinach wycieczka musiała jechać dalej. Minęło kilka miesięcy, a zrozpaczona rodzina pana Stanisława otrzymała telefon. Okazało się, że do biura podróży, które miało w swoim szyldzie jakieś polskie miasto, wszedł mężczyzna wyglądający jak bezdomny. Nic nie pamiętał, nie wiedział, kim jest, skojarzył jedynie to miasto. Znaleziono tłumacza, skontaktowano się z policją i okazało się, że to był zaginiony Stanisław. Prawdopodobnie, gdy oddalił się na papierosa, nie mógł wrócić ze względu na tłum, przestraszył się, wpadł w panikę i stracił pamięć. Ta historia miała swój happy end, historia Larsa jednak go nie ma.

No właśnie, bo cokolwiek by nie wywołało jego dziwnego zachowania, najważniejsze pytanie brzmi, jak to możliwe, że nigdy nie znaleziono jego samego lub, jeśli stało mu się coś złego, jego ciała? Są teorie, że Lars miał być zmuszony do przewiezienia narkotyków lub, że był ofiarą handlu ludźmi. Jego matka uważa jednak, że stracił pamięć i żyje jako bezdomny, z którym nie ma kontaktu. Prywatni detektywi kilkanaście razy byli już w Bułgarii, przeczesując las blisko lotniska. Używano dronów, psów tropiących, puszczano także głos matki na głośnikach. Sprawdzono cały teren dokładnie.

W 2016 roku pojawiła się nadzieja, gdy w Brazylii znaleziono mężczyznę podobnego do Larsa. Okazało się jednak, że był to Kanadyjczyk, który przez cztery lata podróżował bez dokumentów i boso, i cierpiał na schizofrenię. Sytuacja ta dała jeszcze większą nadzieję matce Larsa, że jej syn może jeszcze odnaleźć się cały i zdrowy.

W 2017 roku prywatny detektyw myślał, że znalazł jakiś ślad, gdy bezdomni, którzy zamieszkiwali lasek obok lotniska, powiedzieli mu, że mieszka tam też człowiek, który stroni od wszystkich i z nikim nie rozmawia. Prawdopodobnie jednak był to ktoś inny, bo dalszego komentarza w tej sprawie nie znalazłam.

Są hipotezy, że ktoś go potrącił i ukrył ciało, że zaklinował się gdzieś i tam zmarł albo, że utopił się w jakimś zbiorniku wodnym. Bardzo chcę wierzyć, że Lars jeszcze żyje, ale czy to możliwe, żeby nikt nie zwrócił na niego uwagi?

Pierwszy raz usłyszałam o tej historii na kanale Stanowo. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Myślałam, że wszystko jest w niej jasne, oczywiście prócz tego, co się stało Larsowi, ale filmik, który został stworzony pod koniec zeszłego roku w porozumieniu z matką Larsa, zmienił moje postrzeganie o tej sprawie. Jeśli ktoś jest zainteresowany tematem, bardzo polecam. Jest tam też wywiad z głównym prywatnym detektywem zajmującym się tą sprawą.

https://www.youtube.com/watch?v=r5VM8jzSWgE&t=1964s

Pozostałe źródła:

https://www.youtube.com/watch?v=B2gSVF5FC20

https://www.youtube.com/watch?v=j1QBA77TOWQ

https://www.youtube.com/watch?v=j0imSakYTmM

https://webcafe.bg/story/1668351991-tarsi-se-kakvo-se-sluchi-s-lars-mitank-koyto-izchezna-bezsledno-ot-letishte-varna.html


Komentarze

Popularne posty