Saranda i ciągle rajski Ksamil


W zeszłym tygodniu spędziłam cztery dni w Albanii. Trudno mi nawet opisać, jak szczęśliwa byłam, że mogę tam wrócić. Studiowałam filologię bałkańską i w Albanii byłam trzy razy, jednak od ostatniego razu minęły już cztery lata. Albania zajmuje szczególne miejsce w moim sercu i miniony tydzień był dla mnie czymś więcej niż zwykłymi wakacjami.

Wybraliśmy się do Sarandy, bo naszym celem był odpoczynek nad morzem. Sarandę znam, wiem, że morze jest tam piękne i jest blisko greckiej granicy, skąd przyjechaliśmy.









Choć cztery lata to niewiele, w ciągu tego czasu zmieniło się tak wiele, że trudno mi było uwierzyć. Tylko cztery lata temu, wrześniowa Saranda była już po sezonie, spacerowałyśmy prawie pustą promenadą i miałyśmy całą plażę dla siebie w rajskim Ksamilu (pisałam o nim tutaj). Teraz miasto jest wciąż żywe i pełne turystów, zwłaszcza z Polski. Język polski słychać na każdym kroku, restauracje wywieszają nawet polskie flagi. W Ksamilu próżno szukać pustej plaży, pełno jest restauracji i nowych hoteli. Co najważniejsze jednak, mimo tych wszystkich zmian, kilka rzeczy pozostało bez zmian: uprzejmość Albańczyków, świeże i pyszne jedzenie, krystalicznie czysta woda i egzotyczność Albanii. Mnie trudno o obiektywizm, ale moi znajomi, którzy byli bardzo sceptycznie nastawieni, wrócili bardzo zadowoleni.






Już chce tam wrócić.


Zobacz też:
Butrint - albański obiekt na liście UNESCO

Komentarze

  1. Piękna podróż to musiała być! :) Zdjęcia są tak ciepłe, że mam ochotę spakować się (a nawet nie) i wyruszyć w takie rejony :)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty